Nie jest to fajne, kiedy auto odmawia posłuszeństwa...
Nie jest to fajne, kiedy auto odmawia posłuszeństwa... źródło: pixabay.com

Jakie auta są najmniej awaryjne?

O awaryjności różnych marek czy modeli można by rozprawiać latami i napisać na tej podstawie kilka dość ciekawych książek. Łatwiej więc będzie mi w tym krótkim – jak na temat rzekę – artykule raczej wymienić kilka marek, które są mi bliskie i jednocześnie ulubione. Takie, na które niewiele osób narzeka.

Bezawaryjne samochody – co przez to rozumiemy?

Dla mnie bezawaryjność nie oznacza absolutnie zerowej awaryjności. W każdej marce i modelu może pójść coś nie po naszej myśli, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni i nie należy danej marki przekreślać tylko dlatego, że ktoś w internecie czy jakiś znajomy „somsiad” miał pecha! Awaryjny model to taki, który praktycznie w każdym egzemplarzu ma jakieś mankamenty lub niską wytrzymałość przyprawiająca o palpitacje serca właścicieli.

Miałem jedno takie auto. Była to „królowa lawet”. Czarna strzała, z której bardzo się cieszyłem tym bardziej, że w końcu miałem auto z klimą i wszelkimi ustrojstwami, które kontrolowały i stabilizowały tor jazdy. Niestety cztery lata użytkowania mojej „królowej”, choć co prawda nigdy nie skazały mnie na wzywanie lawety, to wydoiły ze mnie każdy odłożony na czarną godzinę i aktualnie zarobiony grosz! Dosłownie. Ilekroć coś się nie działo, pisałem o tym na grupach miłośników tej marki. Tam słyszałem, że pękający wąż od intercoolera to stała przypadłość i należy to naprawić i dodać oplot i nie przejmować się. Uszkodzona „gruszka” od turbiny – również stała przypadłość. Skrzypiące tuleje wahacza górnego – oj, to się zdarza w co drugiej „królowej”, wymień i nie przejmuj się. Tak w zasadzie, każda awaria (a występowała średnio jedna na półtora miesiąca jazdy, czyli co 2,2 tys. przejechanych km!!!) była typowa. W końcu kupiłem inne auto. Nie obeszło się bez przygód, ale przynajmniej mnie stać na buty.

Zatem auta bezawaryjne to takie, które naprawia się bardzo rzadko. Oczywiście zakładam, że ktoś eksploatuje samochód przynajmniej tak dobrze, jak zaleca producent. Chodzi mi o zmiany oleju w terminie, wymiany amorków, klocków hamulcowych i innych płynów i materiałów eksploatacyjnych na czas! Awaria to coś nieplanowanego. Zdarza się, ale powinno występować rzadziej niż raz na rok! Zatem rozpoczynamy listę najlepszych, moim zdaniem marek. Kolejność nie gra roli i nikogo tu nie faworyzuję!

Ople – stare, dobre i odporne

Za wyjątkiem dosłownie pojedynczych, mało udanych silników większość samochodów marki Opel to synonim bezawaryjności. To czy ople się komuś podobają (zwłaszcza te ciut starsze) to sprawa dyskusyjna, ale z pewnością można tu zapomnieć, że posiada się samochód. Wysoki komfort jazdy, dość dobre, dynamiczne jednostki napędowe i toporne wnętrza (do roku mniej więcej 2015). To charakterystyczne cechy Opli. W dodatku większość silników benzynowych dobrze znosi jazdę na gazie pod warunkiem, że co 40 tys. km. kalibruje się luzy zaworowe. Silniki diesla to poczciwe jednostki CDTI patentu Alfy Romeo, ale znacznie ulepszone i ze znacznie bardziej solidnym osprzętem. Jednak diesle wymagają – jak zwykle – sporych nakładów kosztowych, kiedy nadejdzie czas wykonania remontu silnika, czy wymiany sprzęgła wraz z kołem dwumasowym!

Toyoty – lider rankingów niezawodności

Wielu moich znajomych jeździ Toyotami. Od Aygo przez Aurisa po limuzyny. Jeden ma nawet najnowszą hybrydę. Wszyscy chwalą te auta. Sam miałem okazję pojeździć ową hybrydą i okazuje się, że ma to odpowiednią moc, a pali maksymalnie 4 litry benzyny. W dodatku silnik benzynowy w hybrydzie (mowa o Aurisie) dobrze znosi gaz, więc gdyby ktoś chciał być bardzo oszczędny może jeździć praktycznie za darmo! Nie słyszałem także, aby ktokolwiek skarżył się na jakiekolwiek awarie. Może jakieś sporadycznie się zdarzają, ale jest to wielka rzadkość. Również jakość wykonania wnętrza nie pozostawia wielu powodów do narzekania. Jedynie wyższe osoby mogą nieco narzekać na lekką ciasnotę w autach takich jak Auris, Yaris, czy Aygo. No i te ceny. Niestety Toyoty kosztują trochę więcej w salonach, ale też dobrze trzymają ceny przy odsprzedaży, więc trudno jest o tanią Toyotę używaną....

Hyundai – fajne auta o niezawodności Toyoty

Ich jakość wykonania – zwłaszcza w nowych modelach z 2018 i 19 roku – porównywalna jest z jakością opisaną przy okazji Toyoty. Auta te są ciekawe, cechują się sporą ilością miejsca, dobrze zestrojonym zawieszeniem i dość dużą przestronnością wnętrza. Do tego ich stylistyka potrafi zachwycić. A w gamie aut „na co dzień” znajduje się jedna, ciekawa, mocno usportowiona perełka!

Ford – coraz więcej warte auto!

Ford to prekursor taśmowej produkcji samochodów. Gdyby nie Henry Ford, motoryzacja wyglądałaby inaczej. Co z tego, że wspierał Hitlera... ten wątek jednak pomińmy! Nie ma nic wspólnego ze współczesną marką pod logiem Ford.

Kiedyś Fordy – głównie za sprawą Escorta – cieszyły się nienajlepszą opinią. Korozja zjadała te modele i mało kogo obchodzi, że – jak w przypadku starego Opla Astry – była to raczej kwestia klepania pokolizyjnego niż większych wad konstrukcyjnych. Już słyszę masę krytyki, że no co ty, auta te gniły na potęgę. Tak, ale miejcie baczenie, że większość trafiała od nas zza granicy. A były to lata 90-te i początek lat dwutysięcznych. Sam miałem Escorta i było to fajne auto, choć strasznie paliwożerne. Teraz jeżdżę Fiestą i powiem Wam, że ma podobne mankamenty. Jeśli już się coś dzieje to przeciekają stare wężyki (zwykle koszt 10 zł) albo dzieje się coś z elektryką i mało który mechanik potrafi zdiagnozować dziwne problemy. Jednak kiedy już się z danym problemem uporałem to auto jeździ i nic się z nim nie dzieje. Nawet 60-cio konny silnik daje radę w jeździe po mieście i na trasie. Wyciszeni auta i komfort jazdy są świetne, ergonomia prawie idealna. Tak więc polecam!

Koniec części pierwszej!

Artykuł miał być krótki, a tymczasem robi się z niego zbyt długu (jak na blog) tekst. Może niektózy lubią, ale w dobie memów i smartfonów obawiam się, że mało kto doczytał te wywody do końca. Zatem jeśli ktokolwiek z Was dotarł aż tu – dziękuję za uwagę! Wiem, że bezawaryjnych i godnych polecenia marek jest więcej, ale o tym napiszę w części drugiej tego zestawienia. Wszystko zależy od weny i odzewu!